O cierpieniu Pana 6/6
O cierpieniu Pana 5/6
O cierpieniu Pana 4/6
Najdłuższy opis ostatniej drogi Jezusa przed śmiercią - od siedziby Piłata na szczyt Golgoty – mamy u św. Łukasza (Łk 23, 26-32; por. Mt 27, 31-34; Mk 15, 21-22). Trzeci ewangelista użył do tego opisu ok. 100 słów. „Najkrótszą” drogę krzyżową ma św. Jan, który zawarł opis tej drogi Jezusa w jednym zdaniu czyli kilku słowach; to zaledwie jeden werset w Ewangelii Janowej (J 19,17). Wybierzemy do medytacji tekst najdłuższy, to znaczy św. Łukasza:
Ewangeliści nie koncentrują się na przebiegu i szczegółach drogi krzyżowej. Niewiele mówią o cierpieniach Jezusa tych ostatnich kroków. Dziś trudno ustalić dokładny przebieg drogi krzyżowej i jej długość. Było to ok. 600 metrów. Skazaniec niósł albo cały albo cześć krzyża – belkę poprzeczną. Belka ta mogła mieć ok. 2,5 m długości, musiała być odpowiednio gruba, aby unieść ciało dorosłego mężczyzny. Waga takiej belki mogła wynosić od 30 do 40 kg, a nawet 50 kg - w zależności od tego czy drewno było suche, czy surowe. Dla człowieka wyczerpanego przesłuchaniem, nieprzespanymi nocami, biczowaniem, nieść taki ciężar przez ponad 600 m było bardzo poważnym wysiłkiem. Dla zdrowego byłby to problem. Do tego trzeba wziąć pod uwagę jeszcze upadki Jezusa. Dodatkowym utrudnieniem były wąskie uliczki, które sprawiały, że belka zaczepiała się co chwilę o przeszkody i trzeba było iść bokiem.
Nie do opisania są cierpienie nie tylko człowieka, ale Syna Bożego. W tym morzu cierpienia warto odkryć na co zwraca uwagę Św. Łukasz opisując drogę krzyżową:
Zatrzymali … Szymona z Cyreny… włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem.
Wyczerpanemu fizycznie Jezusowi była potrzebna pomoc. Spokojna droga „z pola” Szymona została skrzyżowana z drogą Jezusa. Nagle, przez „przypadek”, „wypadek”, znalazł się na trasie tej samej jak Jezus. Otrzymał krzyż. Nie ma nic w tekście o sprzeciwie Szymona. „Nałożyć” można zarówno ciężar jak i zaszczyt! (M. Czajkowski). Kiedy Jezus opowiada o dobrym Pasterzu, który odnalazł zagubioną owieczkę, mówi że pasterz włożył ją sobie z radością na ramiona, aby przynieść do stada (Łk 15,5). Owieczka ta jest ciężarem czy skarbem, który się niesie? I jednym i drugim równocześnie! W San Giovani Rotondo, gdzie przeżywał swoje kapłaństwo i życie zakonne św. o. Pio, obok klasztoru jest droga krzyżowa. Zamiast Szymona na drodze krzyżowej jest postać św. O. Pio. Radość i ból wielu lat zjednoczenia ze Zbawicielem… który przez Jego posługę uratował i ratuje nadal wiele zagubionych owieczek…
Szymon z Cyreny został przedstawiony jako typ ucznia - męczennika, który otrzymawszy krzyż – przyjmuje go i idzie za Jezusem. Pierwszym jednak zawsze jest na tej drodze Jezus.
Pierwsze zdanie o drodze krzyżowej u św. Łukasza przywołuje inne zdanie z tej samej Ewangelii, kiedy Jezus „mówił do wszystkich: «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Łk 9,23). Jak to się ma do akceptacji siebie, miłości siebie, do naszych dobrych pragnień? Mamy zanegować siebie? Trzeba te słowa dobrze zrozumieć, bo one były też ważne w całym życiu Jezusa (od Betlejem, poprzez trud, niewygody życia, aż do ostatniej drogi na Kalwarię)
„Zaparcie się siebie” to wysiłek skierowany przeciwko „ja”, które przeszkadza mi w drodze za Panem i w świadczeniu o Jezusie oraz Ewangelii. Mam świadczyć w świecie, który jest chory, zatruty złem i nie ma innej drogi wyjścia ku życiu jak „wyrzeczenie się”, „zaparcie”, pokuta, naśladowanie Jezusa. Czy Jezus nie „wyrzekał się” ratując świat i każdego człowieka? „Nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2, 6-7). A w Getsemani? Wola Ojca ważniejsza od osobistego lęku przed cierpieniem i śmiercią! Jezus wystąpił w tej walce w myślach przeciwko swojemu planowi! „Zaparcie się siebie” nie jest nienawiścią do siebie, czy jakąś samo destrukcją. „Przedmiot samo wyrzeczenia nie jest jednak definiowany i nie może być uchwycony poza konkretną sytuacją. To czego mam się wyrzec, da się określić jedynie w istniejących, konkretnych okolicznościach. Następuje to... przez rozeznanie tego, co we mnie, w moim „tu i teraz” stoi na przeszkodzie w świadczeniu o Chrystusie i Ewangelii” (Wilkie Au, Droga serca, Kraków 1998 s. 53).
Kiedy szukasz najdogodniejszej pozycji na modlitwie i zaraz śpisz – to klęknij…
Kiedy masz niechęć do współmałżonka i na języku już masz przekleństwo – zamilknij, pomódl się…
Kiedy teraz uciekają Ci myśli i budzą wątpliwości – powróć do modlitwy, słuchania, zdecyduj i wybierz Jezusa…
Każda sytuacja może być przeżyta z Jezusem i dla Niego…
Pomyśl, co teraz, podczas słuchania (czytania) tych słów lub w tym okresie życia przeszkadza Ci w byciu blisko Jezusa i zaświadczeniu o Nim, pomyśl… podejmij decyzję…
Jakby „naturalnie” szukamy swojego potwierdzenia, wielkości, szukamy wygody i przywilejów… Skoncentrowanie się jednak tylko na sobie, szukanie siebie prowadzi do samotności, ostatecznie - piekielnej samotności (Narcyz umiera przy źródle, nie mogąc oderwać wzroku od siebie.) Człowiek realizuje się wtedy, kiedy odkrywa i doświadcza, że jest kochany przez Boga i w wolności wchodzi na drogę rozdawania siebie i służenia w ubóstwie (S. Fausti). Droga krzyżowa to nie jest samotna droga szaleńca, ale drogą „za” i „z” Panem. Jest to droga w samozaparciu przez śmierć do życia. Tak ocalani jesteśmy na wieki. Inaczej nie wyjdziemy zwycięsko z tego świata.
Nie znamy stanu duchowego w jakim Szymon przeżywał niesienie krzyża Jezusa, Biblia jednak podpowiada nam, że od niesienia krzyża Jezusa przeszedł do niesienia swojego krzyża za Jezusem. Jego synowie Aleksander i Rufus (Mk 15,21) znani byli w rzymskiej wspólnocie chrześcijan (Rz 16,13). Szymon został chrześcijaninem po tej drodze krzyżowej i dobrze wychował synów swoich. Wyprawił ich w życie z nauką krzyża.
A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim…
Nie tylko Szymon, ale „mnóstwo ludzi” szło „za Nim”, za Jezusem. Te osoby, wiele osób ukazane są w opozycji do Wysokiej Rady, do tych którzy drwią czy tylko przypatrują się Jezusowi. Oni wszyscy idą.... drogą, którą proponuje Pan, drogą którą On sam jest! To wielki tłum, czy ja jestem w nim? Jakie motywy kierują mną w szukaniu bliskości Jezusa?
Kobiety współczuły Jezusowi – to na pierwszy rzut oka dobre zachowanie. Ale Jezus napomina te kobiety, czy tylko te kobiety? Wszystkich nas napomina. W chrześcijaństwie nie chodzi o współczucie Jezusowi, nie chodzi o emocje i pobożne westchnienia. Wspólnota nie może być miejscem karmienia chorych emocji. Kontakt z Chrystusem, Jego Słowem, Kościołem ostatecznie ma prowadzić do głębszego nawrócenia, opłakiwania własnych grzechów i wstawiennictwa za innych, za bliskich, za świat pogrążonych w grzechu. Jezus – prorok – ukazany jest wobec „córek jerozolimskich” jako cierpiący nie tylko i nie „po pierwsze” z powodu bólu fizycznego, ale powodu przyszłości Jerozolimy, ale i Kościoła i świata… Jeruzalem, które odrzuca Mesjasza, spotka nieszczęście. Błogosławieństwa przemienią się wtedy w przekleństwa. Macierzyństwo, które było wyrazem wielkiej przychylności Boga stanie się ciężarem nie do uniesienia. Przyjdzie czas, że lepiej byłoby dla kobiet mieć niepłodne łona, nie rodzić, nie karmić. Straszne słowa! Tak będzie w obliczu sądu, który nadchodzi, ponieważ ziemia nie przyjmuje Zbawiciela i kolejne pokolenia doświadczają od siebie przemocy, wojen i nieszczęść. Tak było w roku 70 po Chrystusie tak było w wieku XX a jak będzie w tym wieku? Proroctwo Jezusa z drogi krzyżowej jest aktualne. Jezus jest zielonym drzewem, żywym, a co z Nim zrobiliśmy na tym świecie? Jeśli z zielonym drzewem to czynimy to co czeka nas - od nas samych, kiedy wyrzucając Jezusa, nie wchodząc w pokutę stajemy się suchymi krzakami na pustyni (por. Ps 1). Spalimy się i zginiemy szybko w pożodze nienawiści. Co wtedy zostanie nam? Wołać, krzyczeć, coś bardzo nielogicznego, rozpaczliwego… „Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas!”. Słowa Jezusa do kobiet w drodze na Golgotę to ostatnie wezwanie do nawrócenia i pokuty, również dla tych, którzy już za Nim idą.
Prowadzono też dwóch innych złoczyńców…
Ostatni akcent drogi krzyżowej u św. Łukasza. Jezus przemierza drogę z dwoma złoczyńcami. Całe życie był z nimi… z nami – zło-czyńcami! Nazwany przyjacielem „celników i grzeszników” (Łk 7,34). Nie był Jezus przyjacielem zła, ale tych, których zło ogarnęło, którzy złu ogarnąć sie dali. Jednak On - widział i widzi w człowieku, we mnie - boskie tchnienie, swój obraz, dlatego „zaparł się siebie” i idzie obok mnie jako pierwszy z krzyżem. Nie wstydzi się. Ma nadzieję, że w drodze za Nim nawrócimy się. Czy ta droga zakończy się tak jak dla jednego ze złoczyńców: „Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23,43)?.
Dlatego biorę do ręki kolejny dziesiątek różańca. Patrzę na drogę krzyża Jezusa. Proszę, bym umiał się zaprzeć i zatrzymamy jak Szymon – przyjął skarb i ciężar w krzyżu, abym wreszcie zapłakał nad sobą i jak łotr zdobył się na akt prawdziwej skruchy. Bo chcę ocalenia.
O cierpieniu Pana 3/6
Pomimo tego, że po tylu latach krzywdy wręczono mu 100 dolarów, koszulę i spodnie i nikt go nawet nie przeprosił Juan Meléndez jest człowiekiem szczęśliwym.
O cierpieniu Pana 2/6
O cierpieniu Pana 1/6
„Kiedy przyszli do ogrodu zwanego Getsemani, rzekł Jezus do swoich uczniów: «Usiądźcie tutaj, Ja tymczasem będę się modlił». Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć, i odczuwać trwogę. I rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie!» I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby - jeśli to możliwe - ominęła Go ta godzina. I mówił: «Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!» Potem wrócił i zastał ich śpiących. Rzekł do Piotra: «Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe». Odszedł znowu i modlił się, powtarzając te same słowa. Gdy wrócił, zastał ich śpiących, gdyż oczy ich były snem zmorzone, i nie wiedzieli, co Mu odpowiedzieć. Gdy przyszedł po raz trzeci, rzekł do nich: «Śpicie dalej i odpoczywacie? Dosyć! Przyszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników”. (Mk 14, 32-41)
Wejść do ogrodu Getsemani (Gat Szemanim, dosłownie "tłocznia oliwek"), to znaczy zobaczyć Jezusa, w którego umyśle następuje zderzenie różnych sensów. Jezus modli się, cierpi, zwycięża w tej tajemniczej bitwie, ale i czuwaniem swoim – aż trzykrotnie – pragnie obudzić uczniów. Tak jak w tłoczni poprzez miażdżenie oliwek otrzymuje się cenną oliwą tak w zachowaniu, modlitwie, słowach – w sytuacji granicznej tuż przed męką – ujawnia się najcenniejszy balsam; namaszcza nim Jezus Chrystus zbutwiały od grzechu świat i Jego uczniów.
Jednak – po pierwsze – musimy sobie zdać sprawę, że nie chodzi tu jedynie o wzruszający przykład dla nas. Kategoria moralna – wzór, to za mało aby objąć tajemnicę modlitwy w Getsemani. Istotą tej modlitwy nie jest jedynie danie nam przykładu bohaterskiego zachowania, wspaniałomyślnego poddania się Jezusa woli Ojca. Czym wtedy różniłby się od Sokratesa (polski Panteon jest bogaty w takie postacie) i wielu innych, którzy bez wahania i dla Boga, ojczyzny czy idei oddali życie? Gdyby Jezus był tylko człowiekiem jakiekolwiek byłoby Jego działanie – heroiczne – Jego modlitwa i cała męka nie mogłoby dokonać odkupienia świata! A więc: jaki najgłębszy sens ma ta modlitwa Jezusa? Czy Jezus musiał poznawać wolę Ojca? Powiedział przecież: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy (J 10,30). Czy miał jakiś opór w sobie? Przecież stwierdził: „Ja zawsze czynię to, co się Jemu (Ojcu) podoba” (J8,28) (o.I de la Poterrie, o. S. Łucarz).
Doktor Kościoła, św. Tomasz z Akwinu idąc za Ojcami Kościoła tłumaczy: „Gdyby Chrystus miał tylko jedną wolę, mianowicie wolę Boską modlitwa nie byłaby Mu potrzebna ponieważ stosownie do słów: Wszystko co zechce czyni Pan (por. Ps 134,6), Boska wola osiąga skutek sama przez się. Lecz w Chrystusie obok woli Boskiej jest wola ludzka, która nie posiada mocy tak skutecznej, by bez potęgi Bożej czynić wszystko, czego pragnie, to modlitwa Chrystusa jako człowieka i kogoś kto posiada wolę ludzką, była czymś właściwym” (Summa… III, 21, 1 resp.). „Modlitwa Jezusa była wnikaniem w wolę Ojca pełnym miłości przyjęciem woli Boga” (o.I de la Poterrie). Dodajmy to „wnikanie” człowieka, który boi się cierpienia, człowieka, a więc kogoś kto jest kuszony, aby stracić ufność w moc Boga, aby oskarżyć Boga i zbuntować się wobec Niego i pójść własną drogą. Jednak w tej modlitwie Syna Bożego i dzięki niej dokonywało się nasze zbawienie. Nasze zbawienia było chciane na sposób ludzki przez Osobę Boską (J.M. Le Guillou). To dokonało się podczas wewnętrznej walki w Jezusie Chrystusie. „Kielich zła” Mu się nie należał. Oto zło spada na Jedynego i niewinnego! „Ja” ludzkie w Chrystusie sprzeciwia się temu. Jezus jednak całkowicie podczas tej walki przyjmuje wolę Ojca, ludzkie „ja” świadomie zostaje zanurzone w ufności Ojcu. „I będąc w agonii – mówi św. Łukasz – modlił się jeszcze usilniej (Łk 22,44). „Agonia” to dosłownie walka, miejsce potyczki, rozgrywki. Walka o co? „Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości” (Hbr 5,7). Modlitwa w Getsemani to walka „za dni ciała” – podczas ziemskiego życia Jezusa o posłuszeństwo serca. Bóg-Człowiek staje się posłusznym Ojcu niebieskiemu. Nawet jeśli posłuszeństwo jest z miłości jest bolesne, bo rezygnujemy z najcenniejszego dobra jakim jest wolność, nasz wybór. Tak jest w życiu zakonnym i małżeństwie, w każdym powołaniu. Wolna wola wyboru to najczulsze miejsce człowieka – zgodzić się z innym, zrezygnować ze swojej wizji, koncepcji, szczególnie wtedy kiedy będę musiał cierpieć. Nie dziwmy się wiec, że Biblia mówi, iż Jezus „wołał i płakał” podczas tej modlitwy! Ale o co się modlił? Modlił się Jezus o wybawienie od śmierci i... został wysłuchany! O jaką śmierć chodzi, przecież został ukrzyżowany, a więc doznał śmierci fizycznej (o. S. Łucarz). Czy istnieje inna śmierć? Istnieje inna i o wiele groźniejsze! Mówił o niej sam Jezus! „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie! (Łk 12,4-5). Prawdziwa śmierć – za życia nawet – to utracić Boga, Jego łaskę – pod wpływem Złego, czyli pokusy szatańskiej. To jest prawdziwa śmierć, to jest piekło, oddanie duszy na usługi zła; grzech. Z pewnością, tak jak na pustynni podczas 40-dniowego postu Jezus był kuszony przez szatana i wtedy doszło do straszliwej potyczki, w której demon chciał wyrwać z serca Chrystusa ufność wobec Boga i skłonić Go, aby poszedł inną – łatwiejszą drogą, tak teraz chce, aby serce Jego „uległo pokusie”, przed którą ostrzega też uczniów. Nie wszedł Jezus w niewiarę, w zwątpienie, bo znał i zaufał Bożym obietnicom do końca. A zawiera się to w pełnym czułości słowie, którym Jezus nazywa Boga w sytuacji granicznej: „Abba” (Mk 14,36). To jest uległość umiłowanego syna, to prawdziwa bojaźń Boża, która ocala ponieważ jest okazaniem zaufania Bożym obietnicom jak choćby tej z Księgi Mądrości: „Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją i rozbiegną się jak iskry po ściernisku. Będą sądzić ludy, zapanują nad narodami, a Pan królować będzie nad nimi na wieki. Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali: łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych” (Mdr 3,1-9). Każde zdanie tej obietnicy opisuje walkę i zwycięstwo również w „tłoczni oliwek”.
Jezus zwyciężył, choć sukcesu w oczach świata nie odniósł. Choć „doznał kaźni” i został zabity, nie dał sobie odebrać zaufania do Boga. Dlatego „gdy wszystko wykonał stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy są Mu posłuszni” (Hbr 5,7). Podczas tej bitwy, aż trzykrotnie wraca do uczniów i wzywa do czujności i modlitwy. Kiedy Biblia mówi coś trzykrotnie w jednym miejscu to znaczy, że chodzi o wielokrotność! Jezus walczy „w sobie”, ale walczy też o uczniów. To prawdziwy arcykapłan, który staje przed obliczem Boga i obliczem braci. Zwyciężając pragnie swoim zwycięstwem obudzić uczniów… aby nasza wola poddała się Bogu, abyśmy zaczęli w utrapieniach nazywać Boga: „Abba” – Tatusiu, aby miejsce naszego „ja” zajęło „Ja Jestem” samego Boga. Najwyższy pragnie być sercem naszego serca. Czy to możliwe? Czy to ma sens? Rezygnacja z własnej woli czy to nie niewolnictwo? Zamkniecie się, ograniczenie?
Św. Faustyna pod datą 4 lutego 1935 roku zanotowała w Dzienniczku: „Usłyszałam słowa: Ja jestem z Tobą… utwierdzę Cię, by nie ustały siły twoje do spełnienia zamiarów moich… dlatego przekreślisz wolę własną… od dziś będziesz pełnić wolę Bożą wszędzie, zawsze, we wszystkim” Faustyna napisała zdanie w Dzienniczku: „Od dziś nie istnieje we mnie wola własna” Przekreślając te słowa usłyszała od Jezusa: „Od dziś nie lękaj się sądów Bożych, albowiem sądzona nie będziesz”.
Pozostałe cztery lata życia św. Faustyny to w sferze ducha potężna kreatywność, choć wtedy mało widziana. Tak jest, kiedy „żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus (Ga 2,20). Wtedy zaczyna się czas nowej kreatywności, hojności, pomysłowości w Duchu Świętym. Przecież to zanurzenie serca w Miłości. Każdy akt przybliża do królestwa Bożego, staje się ono bardziej widoczne we mnie i w świecie.
Skoro jednak święci mieli swój czas na zbliżenie się do tej prawdy, podobnie i my musimy stoczyć wiele bitew, aż staniemy się z Nim – jedno.
Wchodź często do ogrodu Getsemani; tyle razy ile to potrzebne. Mnie potrzebne jest to wiele razy nawet w ciągu dnia. A jest to możliwe choćby przez jeden dziesiątek różańca, bo i taka tajemnica jest w różańcu obecna: Modlitwa Jezusa w Getsemani.
